Mój dom, to okazała kamienica

Mój dom. Mieszkanie. Pokój. Biurko.
A w nim (pamiętasz?) ta szuflada,
Do której się przez lata składa
Nie używane już portfele,
Wygasłe kwity, wizytówki,
………………………………………..

(fragment Kwiatów polskich Juliana Tuwima)

 Z okien mojego mieszkania roztacza się piękny widok na skwer „Żywiciela”, Teatr Komedia i dawny dom kultury z biblioteką. Widok zmienia się wraz z porą roku. Latem przysłania go bujna zieleń, a zimą ciekawe kształty pustych konarów wyglądają, jak obrazy mistrzów. Jesienią pozbawione liści drzewa odsłaniają budynki WSM-owskich kolonii.

Do moich okien dobiegają radosne krzyki bawiących się w nieodległym przedszkolu dzieci.
Lubię patrzeć przez moje okno i wspominać dobrze zachowane w pamięci obrazy. Dom, w którym mieszkam, to okazała biała kamienica przy ul. Słowackiego usytuowana między spółdzielnią „Zimowe leże” a spółdzielnią „Skarbowców”. Wejście do mojego budynku zdobią stylowe zadaszenie i drzwi. Przy wejściu wisi tablica z informacją SBM „Nadzieja” d. Militia rok założenia 1929 rok.

 

tpw 1

Dom ten, jaki wiele żoliborskich spółdzielni ma swoją ciekawą historię. Budowę rozpoczęto w 1929 roku, jako spółdzielnię wojskowych, stąd pierwotna nazwa „Militia”. Później w 1933 roku zmieniono ją na lokatorską i dano nazwę „Nadzieja”. W kolejnych latach zmieniono ją na Spółdzielnie Budowlano-Mieszkaniową „Nadzieja”. Pierwsi mieszkańcy wprowadzili się w 1931r
Twórcą projektu budynków był architekt Wacław Krynowski.
Budynek powstał dzięki zaciąganym przez Spółdzielnię kredytom. Gdy w 1937 roku uzyskano kolejne kredyty, rozpoczęto rozbudowę budynku od ulic Poczobuta i Sierpeckiej. To skrzydło budynku zostało zasiedlone przez mieszkańców na początku 1939 roku.
Działania wojenne przyniosły ogromne zniszczenia w Warszawie, nie oszczędzając także budynku naszej spółdzielni. Spadające bomby zniszczyły część dachu budynku oraz wiele pomieszczeń, szczególnie od strony Poczobuta i Sierpeckiej. Na szczęście budynek, choć zniszczony, stał. Najmniej zniszczona była frontowa klatka schodowa, na której spłonęło jedynie mieszkanie na piętrze.
Powojenna historia budynku splotła się z losami mojej rodziny. W nim spędziłam dzieciństwo, młodość i mieszkam w nim do dzisiaj. Dobrze pamiętam losy domu i jego mieszkańców, moich sąsiadów.
Moja rodzina zamieszkała w Spółdzielni „Nadzieja” w sierpniu 1945 roku. Mama, po powrocie do zrujnowanej Warszawy zgłosiła się do pracy przy jego odbudowie. Wśród rodzinnych dokumentów, nadal przechowywany jest przydział mieszkania dla mamy, wydany przez „Komitet Obywatelski”. Na uwagę zasługuje szczególnie fakt, że treść przydziału napisana była na odwrocie niemieckiego druku. Pewnie z powodu kryzysu w dostępie do papieru.
Przydzielano kolejne lokale. Dzielono duże mieszkania, by zasiedlić je przez kilka rodzin z kwaterunku. Wykorzystywano każdą możliwą do zasiedlenia powierzchnię, nawet piwnice i sutereny. Wracali też dawni właściciele mieszkań.
Pierwsze walne zgromadzenie członków odbyło się 11 listopada 1945 roku. Pilną potrzebą był remont zniszczonego podczas działań wojennych budynku, do którego przystąpiono dopiero po uzyskaniu kredytu, w 1949 roku. Nie udało się jednak odbudować całego budynku, stąd jego część od ulicy Sierpeckiej jest tylko dwupiętrowa.

 

 

Bardzo ciekawą grupę, w tych pierwszych latach po wyzwoleniu, stanowili mieszkańcy naszego budynku. I tak np., jedno z mieszkań zajmował generał Poniatowski wraz z żoną. Odwiedzały go kuzynki z Londynu, które wzbudzały wielką ciekawość sąsiadów z uwagi na ogromne kapelusze, które nosiły. Pamiętam jedną z przedwojennych właścicielek mieszkania w naszym budynku, panią Rosińską, żonę przedwojennego ambasadora. W czasach powojennych pani Rosińska aktywnie działała w Dzielnicowej Radzie Narodowej. Zawsze bardzo chętnie pomagała w trudnychsprawach sąsiadom. Z czasem odzyskała swoje przedwojenne mieszkanie, które zapisała w testamencie swojej długoletniej służącej.

 

tpw 2

Większość mieszkań zajmowały jednak rodziny z przydziału. Bardzo przypominało to sceny z filmu ‘Skarb”.
Nie sposób nie wspomnieć o moich sąsiadach, którzy przez wiele lat mieszkali w naszej spółdzielni – o rodzinie Holków, Mączko, Mikitów, czy Dembińskich. W pierwszych powojennych latach bramy (wejścia do budynku) pilnował dozorca o pięknie brzmiącym nazwisku Franciszek Połaniecki. Brama zamykana była na noc. Pan Franciszek otwierał ją spóźnialskim lokatorom a ci odwdzięczali mu się jakimś datkiem. Swoją funkcję pan Franciszek traktował bardzo poważnie, czując się odpowiedzialny za nas lokatorów spółdzielni. Był jak Jan Popiołek z serialu „Dom”.
W końcu wybrano Zarząd i Radę Nadzorczą Spółdzielni. Członkami tych organów byli dawni przedwojenni właściciele. Przez wiele lat funkcję prezesa sprawowała dr Zofia Dymowska, pracownik naukowy i autorka fachowych publikacji. Pani prezes cieszyła się ogromnym zaufaniem i szacunkiem mieszkańców.
Standard wyposażenia mieszkań w naszej spółdzielni do 1965 roku, był taki, jak w bardzo wielu innych budynkach w Warszawie. W mieszkaniach były piece i kuchnie węglowe, więc piwnice służyły przechowywaniu węgla. W 1965 roku założono centralne ogrzewanie.
Z czasem moja spółdzielnia przywracała mieszkania dawnym właścicielom. Właścicielki poddasza w naszym budynku miały dom w Aninie i w 1969 roku przeniosły się tam odsprzedając mieszkanie mojej rodzinie.

 Zmieniali się lokatorzy, zmieniały się władze spółdzielni. Przez kolejne kadencje funkcję prezesa pełnił pan Michał Jaczewski, a jego zastępcą pan Jan Brendel. Wynajmowano pomieszczenia suteren na lokale użytkowe, a opłaty za wynajem obniżały nam czynsz i zasilały fundusz remontowy. Dzięki m.in. temu w 1970 roku przeprowadzono remont elewacji budynku, a 10 lat później wyremontowano balkony. Jednak największą inwestycją, decyzją członków spółdzielni z 2000 roku, była nadbudowa, o jedną kondygnację, na budynku od strony ulicy Sierpeckiej. Powstały cztery apartamenty, a ich sprzedaż zasiliła fundusz remontowy, z którego wykonano nową, barwną elewację, wyremontowano klatki schodowe i przeprowadzono remont podwórka, które wyłożono kostką i nasadzono drzewa i krzewy. Rosną więc w podwórku bzy, magnolie, świerki i tuje. 

Najbardziej zyskała klatka frontowa, w której szerokie, marmurowe schody otoczone są ciekawą ornamentalną balustradą. Uwagę zwraca trwająca niezmiennie przy wejściu figura Matki Bożej.

tpw 3

 

Spółdzielnia „Nadzieja” ma zaledwie 40 mieszkań, które coraz częściej zajmują młode rodziny z dziećmi. Jedni kupują mieszkania inni wynajmują je. Władze spółdzielni dbają o integrację lokatorów organizując spotkania lokatorów na naszym podwórku. Podczas tych spotkań nie tylko poznajemy się nawzajem, ale również dyskutujemy o naszych lokatorskich potrzebach. I tak w zdecydowaliśmy o ostatnim remoncie budynku w 2017 roku, podczas którego zyskał on nową białą elewację, która teraz jest jednolita z elewacją sąsiedniego budynku spółdzielni „Skarbowcy”. Wyszło bardzo korzystnie.
Spoglądam na moje podwórko z okien mojego mieszkania na poddaszu. W miejscu dawnego trzepaka znajdują się stojaki na rowery. Wśród zieleni błyszczą stylowe latarnie, rozświetlając nocą nasze podwórko. Ławeczki i stolik, to ulubione miejsca seniorów. Bezpieczeństwo mieszkańców zapewniają monitorujące kamery. Żyjemy przecież w XXI wieku. A ja mam wciąż w swojej pamięci obrazy mojej spółdzielni z minionych lat.


Jadwiga Godlewska mieszkanka SBM „Nadzieja”

Ta strona wykorzystuje pliki cookie dla lepszego działania serwisu. Możesz zablokować pliki cookie w ustawieniach przeglądarki.