Zdjęćia Joli zdj 2Dzieciństwo i młodość spędziłam w domu położonym w parku na terenie AWF. Mieszkałam tam z rodzicami: Haliną i Wacławem Gniewkowskimi oraz moją młodszą siostrą Krysią. Ojciec od początku był związany z Katedrą Dydaktyki i tam zdobył tytuł doc. dr. hab., a matka pracowała głównie w Instytucie Naukowym Kultury Fizycznej. Obydwoje byli absolwentami tej uczelni. (zdjęcie 1)

 

Zdjęćia Joli zdj 7Dwurodzinna willa (zdjęcie nr 2), w której mieszkaliśmy została wybudowana przed wojną na początku lat 30-tych, równolegle z kompleksem budynków dydaktyczno-sportowych przeznaczonych dla Centralnego Instytutu Wychowania Fizycznego (poprzednik AWF), kształcącego nauczycieli wychowania fizycznego i oficerów wojska polskiego. Teren o powierzchni 74 ha oraz środki na budowę kompleksu uczelni zapewnił sam marszałek Józef Piłsudski, a zaprojektował znany architekt, profesor Politechniki Warszawskiej Edgar Norwerth.

I tak, aby zagwarantować godne warunki mieszkaniowe wykładowcom uczelni wybudowano cztery bloki – dwa wielorodzinne (dziś C i D) i dwie wille (dziś A i B). Nasza willa B w założeniu przeznaczona była dla dwóch rodzin. W willi znajdowały się dwa dwupoziomowe, czteropokojowe mieszkania z ogromnym tarasem na piętrze. Taki układ willi, zapewniający komfortowe warunki dwu rodzinom, utrzymał się także w czasie wojny, gdy w AWF stacjonowali niemieccy oficerowie. Po wojnie dość szybko uruchomiono uczelnię, a uszkodzone budynki odbudowano. Ponieważ brakowało mieszkań, także dla pracowników, podjęto decyzję o tzw. „dogęszczaniu”. Tak więc moi rodzice musieli się na początku zadowolić jednym pokojem w budynku wielorodzinnym i korzystać ze wspólnych pomieszczeń z sąsiadami. Później otrzymali propozycję przeprowadzki właśnie do willi B na parter. Zatem w dwurodzinnym domu zamieszkały już cztery rodziny. Pamiętam jak dzieci państwa Roszków (Iga była w moim wieku, a dwaj bracia starsi) przechodziły przez nasz korytarz i wbiegały po schodach na górę. Było to dość uciążliwe i krępujące dla obydwu rodzin, chociaż my, dzieci byliśmy z tego zadowoleni. Jakiś czas potem, administracja AWF przeprowadziła remont i oddzieliła mieszkania, a moi rodzice z dużej kuchni wydzielili łazienkę. Początkowo, do czasu generalnego remontu i założenia instalacji centralnego ogrzewania i ciepłej wody, we wszystkich budynkach były piece. Pamiętam ogromny piec z jasnych kafli w dużym pokoju i znacznie mniejszy brązowy w mniejszym pokoju, gdzie spałam razem z babcią. W kuchni piec służył zarówno do ogrzewania jak i gotowania posiłków. W łazience natomiast do podgrzewania wody do kąpieli. Rozpalanie w piecach przyniesionym z piwnicy węglem wiązało się z rytuałem. To jednak była domena dorosłych. Pamiętam, że bardzo się bałam, gdy pewnego razu wypadł żarzący się węgiel z pieca. Kaloryfery i ciepła woda w kranach pojawiły się u nas na początku lat 60-tych i to był naprawdę luksus.

Zdjęćia Joli zdj 8
Nasz dom, podobnie jak pozostałe, był otoczony zielenią (zdj 3). Na dużej przestrzeni rosły drzewa i krzewy, a w środku podwórka duży wiąz. Dziś pod tym względem niewiele się zmieniło, tylko wierzba przez oknami mojego domu, kiedyś posadzona przez ojca, bardzo się rozrosła.

Zdjęćia Joli zdj 6

Tuż za naszym domem za moich czasów były działki pracownicze (zdjecie nr 4), wydzielone z wielkiego sadu. Teraz zostało tylko kilka owocowych drzew, w tym moja jabłonka, które stanowią jedynie uzupełnienie nowoczesnego placu zabaw, wykonanego przed kilkoma laty przez dzielnicę Bielany. Dom, w którym moja rodzina mieszkała prawie 50 lat, także się nie zmienił. Dalej zachwyca swoim wyglądem – wkomponowanymi dwoma tarasami na piętrze i gankami na parterze. Widać jednak, że potrzebuje remontu, bo miejscami odpada tynk. Obszerne podwórko z dużym wiązem po środku, gdzie kiedyś bawiły się dzieci, teraz jest puste, zniknęły nawet ławki. Pamiętam jak z pajdą chleba ze smalcem wychodziliśmy na dwór.

Zdjęćia Joli zdj 5

Wszędzie nas było pełno ( zdjęcie nr 5)– w krzakach, gdzie bawiliśmy się w dom lub sklep i na drzewach. Tuż obok mojego domu było jedno z takich magicznych miejsc. Czuliśmy się bezpiecznie nie tylko na naszym podwórku, ale na całym terenie AWF, gdzie w lesie i na łąkach było pełno grzybów, a w niektórych miejscach można było spotkać pasące się krowy i konie.
Na przestrzeni lat zmieniali się mieszkańcy naszego domu. Wprowadzali się wraz z rodzinami trenerzy i pracownicy naukowi z wielu dziedzin. Wśród nich było wielu znamienitych.
Po śmierci mamy w 2000 r. z żalem razem z siostrą pożegnałyśmy nasz rodzinny dom i ukochany AWF. Potem wprowadzili się nowi mieszkańcy. Ze starych lokatorów została jeszcze nasza sąsiadka, która właśnie niedawno ukończyła 100 lat.

Jolanta Wójcikiewicz ( z domu Gniewkowska)

Ta strona wykorzystuje pliki cookie dla lepszego działania serwisu. Możesz zablokować pliki cookie w ustawieniach przeglądarki.